czwartek, 23 marca 2017

O tym jak wyjęłam wiersze z szuflady

W tym roku dzień kobiet obchodziłam w nietypowy sposób - postanowiłam zrobić coś dla siebie. I to nie byle co. Przełamałam swoje granice. Jeśli i Ty chcesz to zrobić przeczytaj moją historię.

Mało kto wie, że piszę wiersze. Nigdy, przenigdy nikomu ich nie pokazywałam, bo po prostu się wstydziłam i bałam wyśmiania. Nie chciałam przekraczać granicy, która była w mojej głowie i nie pozwalała na to, żeby moja twórczość ujrzała światło dzienne.
Na początku marca dowiedziałam się, że w Gdańsku jest organizowany slam poetycki. Pomyślałam, że to fajne wydarzenie i chętnie bym się na nie wybrała, chciałam nawet się zgłosić, ale masa obaw mnie przed tym hamowała.

Długo się wahałam nad wysłaniem zgłoszenia, nie wiedziałam czy mój repertuar jest na odpowiednim poziomie. Potrzebowałam, żeby ktoś je ocenił. Pokazałam kilka moich wierszy zaufanej osobie, mój przyjaciel stwierdził, że nadają się na slam. Z zapisami zwlekałam jednak do ostatniej chwili, bo przez cały czas chciałam mieć możliwość rozmyślenia się.

Jakimś cudem uwierzyłam w siebie i w soje wiersze na tyle, że wraz z moją grupą wsparcia wybrałam się do pubu, w którym odbywał się konkurs i wystąpiłam. Jednak gdyby nie oni nigdy bym tam nie poszła. Ich szczerość, serdeczność i wsparcie zdziałały cuda. Sama nigdy bym tego nie osiągnęła.

Pierwsza runda i ogromne emocje. fot. Kamila Górska

Slamy poetyckie polegają na tym, że na scenę wychodzi dwoje uczestników. Każdy z nich odczytuje swój wiersz, a ten który uzyska więcej głosów od publiczności przechodzi do kolejnej rundy.
Pech chciał, że wylosowano mnie na samym początku, występowałam już w pierwszej parze. Od razu zostałam rzucona na głęboką wodę. Idąc na slam myślałam tylko o tym, żeby przejść chociaż do drugiej rundy, bo odpadnięcie w pierwszej byłoby dla mnie największą porażką.

Nie uwierzycie co się stało, sama nie mogłam w to uwierzyć. Doszłam aż do finału. Tak, do finału. Niestety organizacja wydarzenia pozostawiała trochę do życzenia i idąc na scenę nawet nie wiedzieliśmy, że to już runda finałowa. Dlatego też zamiast przeczytać wiersz, który miałam przygotowany na finał, przeczytałam inny. Zajęłam drugie miejsce. Wygrał chłopak z piwem w dłoni i soczystym "kurwa" w wierszu. Mój styl totalnie różnił się od jego.

Muszę jednak przyznać, że choć zajęłam tak wysokie miejsce, którego w ogóle się nie spodziewałam to w nagrodę nie dostałam nawet uścisku dłoni prezesa. Nie żebym narzekała, bo nie to jest najważniejsze, ale wydało mnie się to po prostu słabe. Największą nagrodą było jednak dla mnie to, że w przeciągu tygodnia tak bardzo uwierzyłam w siebie, że potrafiłam stanąć przed sporą publicznością i wyrecytować wiersze, które sama napisałam. Nie sądziłam, że kiedykolwiek się na to zdobędę i przełamię swoje granicę.

A wy robicie coś o czym nie wie nikt, bo boicie się ich rekacji?  Przełamcie się. Wiem, że nie jest to łatwe. Wiersze piszę od kilku lat, a dopiero w tym roku wyszłam z nimi do ludzi, ale już sam fakt, że wasze życie nie ogranicza się do siedzenia na kanapie zasługuje na szacunek. Pamiętajcie - walczcie o swoje marzenia i otaczajcie się ludźmi, którzy dobrze Wam życzą i wspierają.


P.S. Biorę udział w plebiscycie Dziennika Bałtycka "Kobieca Twarz Pomorza". Będzie mi bardzo miło jeśli na mnie zagłosujecie. Wystarczy, że wyślecie sms-a (albo nawet kilka) o treści: KT.27 na nr 72355. Koszt sms-a to 2,46 zł. Głosowanie trwa do 31 marca do godz. 20.00. Wszystkim, którzy zagłosują z góry dziękuję.